Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 grudnia 2020

Bliskie spotkania i podziękowania

 Pogoda zupełnie nie grudniowa więc spokojnie można kontynuować przejażdżki rowerowe po okolicy. Dziś wybraliśmy się na rowery, bo ile można nie wychodzić z domu, stosujemy się do tych wszystkich zaleceń więc maseczki były obowiązkowo. Jest takie miejsce, przy którym lubimy się zatrzymywać na bliskie spotkania z rogatym i jego rodzinką :)



Dostojnie dzierży swoje poroże...



A teraz podziękowania za przepiękne życzenia na własnoręcznie wykonanych kartkach:
dla Justynki :)


Gosi :)


Gabriela...



Taki piękny znaczek był na kopercie od Gosi więc musiałam go uwiecznić.

a taki na kopercie od Justynki:


Kochani dziękuję za pamięć i życzenia wypisane na cudnych kartkach.

Na koniec jeszcze pokażę jedną z dekoracji świątecznych, wieniec uplotłam sama z gałązek wisterii. Po przycięciu trochę ich było więc aż się prosiło żeby je wykorzystać :)


Bieżnik jest wyszywany haftem krzyżykowym, niektóre krzyżyki są haftowane złotą nitką, w świetle wygląda to ekstra. Nabyłam go nie tak dawno na giełdzie za niewielkie pieniądze, żal było nie kupić.

Jutro zajrzę jeszcze z życzeniami noworocznymi :)

czwartek, 17 września 2020

Wrześniowe spotkania z przyrodą

 Wrzesień kojarzy się z nowym rokiem szkolnym, a ten początek roku jest wyjątkowy, naznaczony pandemią i różnymi obostrzeniami z tym związanymi. Wojtek rozpoczął czwartą klasę, jak ten czas zleciał :) Przed nami I Komunia św., przełożona z maja. Pomimo różnorodnych obowiązków znajdujemy też czas na przyjemności. Stali bywalcy pewnie wiedzą, że lubimy jeździć na rowerach. Po ostatnich obfitych opadach deszczu i ciepłej, słonecznej pogodzie w ostatnich dniach ciągnęło nas do lasu. Zatrzymaliśmy się przy małych sosenkach i w ciągu dosłownie 10 minut miałam torebkę maślaków. Pojechaliśmy dalej w stronę lasu i jadąc zauważyłam stojącą dostojnie na wysokiej, smukłej nodze dorodną kanię. Tu też zrobiliśmy przystanek. Kania miała duuuużo koleżanek, równie urodziwych, w sumie 22 kanie pojechały z nami do domu, a zbierałam je może pięć minut, wszystkie były na jednej polance.


W sobotę wyciągnęłam męża i Wojtka do lasu, nasze zbiory całkiem udane, a chętnych na grzybki było naprawdę dużo.



Innym razem jadąc na rowerach zauważyliśmy biegnącego jeża, tak jakby chciał się z nami ścigać :) Na ulicy panuje dość duży ruch więc obawialiśmy się czy nie wpadnie pod samochód. Dlatego mąż przełożył przez ogrodzenie zwiniętą, kolczastą kuleczkę. Nie było to łatwe, bo kolce miał bardzo ostre, pomogły mu w tym spacerujące panie, które pożyczyły torbę z materiału i kamizelkę aby zabezpieczyć ręce. Gdy tylko poczuł trawę znów podreptał w sobie znanym kierunku.


W ogródku przed domem królują teraz cynie i astry. Mają śliczne kolory, niektóre są pełne płatków, inne pojedyncze, już wiem, że w przyszłym roku będzie ich więcej.


Pięknie przebarwia się hortensja. Bardzo ciekawie wygląda w suchych bukietach. 

Dziękuję za Wasze wizyty i komentarze. Teraz będzie mniej czasu na robótki, bo będę zajmować się przygotowaniami do komunii.

wtorek, 11 sierpnia 2020

Rowerem do Ossowa

Witajcie moi drodzy, dziś chciałam się podzielić naszą wycieczką rowerową do Ossowa.
Zbliża się setna rocznica Bitwy Warszawskiej 1920 r., bitwy o której przez wiele lat nie można było oficjalnie mówić, a która miała ogromne znaczenie dla losów Europy. Została określona jako osiemnasta bitwa decydująca o losach świata. Od września 1939 roku podczas okupacji niemieckiej i przez cały okres PRL-u teren wokół cmentarza był niedostępny, most na rzece został rozebrany, aby nie można było dotrzeć do zbiorowych mogił. Okoliczni mieszkańcy wsi troszczyli się jednak, aby pamięć po bohaterach została zachowana, potajemnie dbali o groby, zapalali znicze, ustawiali brzozowe krzyże.
5 sierpnia postanowiliśmy wybrać się do Ossowa na rowerach, odległość jaką mieliśmy do pokonania była odpowiednia jak na możliwości prawie dziesięciolatka, w sumie przebyliśmy 34 km. Początkowo jechaliśmy ulicami, a potem do celu prowadziła nas ścieżka rowerowa, na bardzo długim odcinku wzdłuż rzeki Długiej. Rzeczka niewielka, porośnięta roślinnością, z pływającymi kaczkami i latającymi tuż nad taflą wody metalicznie modrymi ważkami więc jazda to była sama przyjemność. 


Przy rzeczce na ścianie budynku znajduje się taki mural.


Ten znak wskazywał, że jesteśmy już blisko celu naszej wyprawy.


Przed budynkiem Centrum Informacji Turystyczno - Historycznej umieszczono pomnik ks. Ignacego Skorupki, bohaterskiego kapelana, który zginął w tej bitwie.



W tym miejscu, na rozwidleniu dróg złożono ciała poległych, a następnie przeniesiono je za rzekę, gdzie powstał cmentarz wojenny.



W tym roku rozpoczęto budowę muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 roku, na tym terenie, 15 VIII odbywają się rekonstrukcje bitwy.



Przed cmentarzem i kaplicą pod wezwaniem Matki Bożej Zwycięskiej wybudowano pomnik gen. Józefa Hallera.



Na polance powstaje Panteon Wybitnych Polaków, którzy zginęli w katastrofie lotniczej 10 IV 2010 r, posadzono również 96 Dębów Pamięci ku czci wszystkich ofiar.



W Ossowie, przy głównej drodze mijaliśmy taką wiekową kapliczkę. Jest wiele miejsc związanych z tą bitwą, następnym razem może wyruszymy do Radzymina, odległość podobna więc damy radę. Poczekamy tylko na mniejszy upał, bo w taką pogodę, to lepiej być nad wodą.
Dziękuję, że dotarliście do końca.

piątek, 24 lipca 2020

Tatrzańskie wędrowanie i naparstki

Witam Was bardzo serdecznie! Ciągnęło mnie w góry, oj ciągnęło i przyciągnęło. Tym razem powróciłam w Tatry. Byłam tam wiele lat temu ze starszymi synami, a teraz czas na najmłodszego aby poznał choć trochę i zasmakował w wędrowaniu po górach. Pogoda nie rozpieszczała nas zbytnio, ale wykorzystaliśmy każdą chwilę bez deszczu, ze słonkiem, z chmurami, mgłą i z deszczem :) Dla tych widoków warto się trochę potrudzić, wchodzić wyżej i wyżej.


Morskie Oko piękne tak, jak dawniej. Gdy dotarliśmy widoczność była niezła, przywitał nas dostojny Mnich,  a potem było już gorzej. Niebo zasnuło się chmurami, które ograniczyły widoczność do kilku metrów, a potem spadł rzęsisty deszcz. Był to czas aby odpocząć i nabrać sił na drogę powrotną. Taka pogoda ma też wiele zalet, jedna z nich, najważniejsza, to że nie ma na szlaku takich tłumów. W czasie wędrówki nad Morskie Oko mijały nas bryczki wypełnione po brzegi młodymi ludźmi, a obok szły osoby starsze, z widocznymi trudnościami w poruszaniu się, rodziny z małymi dziećmi na wózkach, kobiety w ciąży. Ot taki kontrast.
Jeszcze pokażę Wam jak wyglądało pakowanie. Walizka wypełniona po brzegi, Bella najwidoczniej chciała wyruszyć w drogę razem z nami ;)


Mieszkaliśmy w Cyrhli, nieopodal Zakopanego, gdzie blisko do szlaków TPN, cisza, spokój i cudne widoki na Tatry wysokie. Możliwość bliskiego obcowania z naturą ładuje akumulatory na długi czas. 


Spotkałam tu niesamowitego ptaka - orzechówkę pospolitą, która z ciekawością przyglądała się ludziom i czekała na smakowite kąski. W wielu miejscach rosły naparstnice, zrobiłam im zdjęcie aby mieć "naparstki" gdyby nie udało się znaleźć tych porcelanowych.


Na Kasprowym Wierchu ktoś wylał mleko ;) Wjechaliśmy kolejką linową, frajda dla młodego niesamowita, a i w kolejce nie trzeba było czekać. Skoro tu nie było widoków więc udaliśmy się na Nosala. Trasa obfitująca w zapierające dech widoki, w miarę łatwa więc idealna na początek przygody ze zdobywaniem szczytów. Wjechaliśmy wyciągiem krzesełkowym na Wielką Krokiew, Wojtek zachwycony, poczuł się jak skoczkowie przed startem.


Zachwyca mnie nieustannie architektura drewniana, bogactwo zdobień, dbałość o detale, pasja z jaką jest to wykonane.


Obok tego bajecznego domu na powyższym zdjęciu nie mogłam przejść obojętnie. Zamieściłam też fotkę niewielkiej kapliczki z MB od szczęśliwych powrotów, na pewno czuwała nad nami, bo szaleńców na drogach nie brakuje, o czym mogliśmy się przekonać na własne oczy. 


W drodze powrotnej zwiedziliśmy kopalnię soli w Bochni, najstarszą kopalnię na ziemiach polskich. To był dobry wybór, gdyż Wieliczka bardzo zatłoczona i droga. Trzygodzinny czas zwiedzania minął bardzo szybko i aktywnie. Niesamowite było to, że w czasie półgodzinnego odpoczynku mogliśmy pograć sobie w koszykówkę, czy ping-ponga, a także zjeść ciepły posiłek, a wszystko na głębokości ok. 260 m pod ziemią. 
Pamiątki też musiały być, oczywiście wybór padł na naparstki z charakterystyczną dla tego regionu parzenicą. Kupiłam też malutką filiżankę do espresso i parę innych drobiazgów.



Dziękuję, że dotrwaliście do końca. Teraz czas na przejażdżki rowerowe po okolicy. A Wam jak mijają wakacje, urlopy?

czwartek, 29 grudnia 2016

TUSAL 2016 - 29 XII

TUSAL-owa zabawa dobiega końca, dziś trzynasta odsłona :) Słoiczek pełny! Nawet renifery z zaprzęgu św. Mikołaja z ciekawością przyglądają się i dziwią się czy przypadkiem nie pomyliły mi się pory roku. Kwitnące kwiaty wokół domku, gdy w kalendarzu zima?



Wokół mojego bloku jest podobnie, może nie tak kolorowo, ale nadal kwitną stokrotki :)
W parku wiewiórki hasają na całego i jedzą orzeszki z ręki. Osiołki z żywej szopki to też nie lada łakomczuchy :)




Jutro będę się chwalić cudnymi kartkami i nie tylko :)
Z całego serca dziękuję za życzenia świąteczne! Dziękuję również organizatorce - Promykowi za świetną zabawę.

wtorek, 1 listopada 2016

Ze Lwowa

W dniach 21-23 października byłam we Lwowie. Pobyt krótki, ale choć trochę dał wyobrażenie o tym pięknym mieście.W każdym zakątku czuje się powiew historii, każda kamienica ma swój niepowtarzalny wygląd, zdobienia. Nakarmiłam się tymi widokami do syta mimo niesprzyjającej, deszczowej pogody :)
Wypatrywałam też innych rzeczy. Jedną z nich były naparstki, zakupiłam kilka.









Na targowisku można było spotkać mnóstwo rzeczy wykonanych ręcznie m.in. koralikowe naszyjniki, haftowane, obrusy, serwety, koszule (oczywiście haftem krzyżykowym). Od niektórych oczu nie można było oderwać, tak misterna robota.


Lwy można było spotkać w bardzo różnych miejscach, jako detale architektoniczne, rzeźby,  ale ten przypadł mi szczególnie do gustu :) rowerek ma bajerowski



Poniżej zdjęcia adekwatne do świąt Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego. Cmentarz Łyczakowski i Cmentarz Orląt to żelazny punkt programu każdej wycieczki z Polski.




W ścisłym centrum Lwowa udało nam się namierzyć pasmanterię, niestety było zbyt mało czasu aby zatrzymać się tu na dłużej. Ten obraz zrobił na mnie ogromne wrażenie, majstersztyk. 


Smak świeżo palonej kawy z rumem też będzie mi się kojarzył z tym miastem :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...